W tym momencie życie młodej Ślizgonki całkowicie się zmieniło. Patrzyła na niego z szerokim uśmiechem, ale bynajmniej nie serdecznym. W końcu nie potrafiła się tak uśmiechać. Zawsze cechowało ją szyderstwo. Mimo ogromnego szczęścia czuła się dziwnie. Była mało pewna siebie. Bała się, że jeden głupi ruch może wszystko zepsuć. Ona. Przejmowała się. Cóż za antylogia. Czuła się tak niewinnie. Jednak cieszyła się, że tak nie wyglądała, bowiem jej zadziorny uśmiech na to nie pozwalał. Idealnie kryła w sobie wszystkie emocje, których teraz wyjątkowo się wstydziła. Karciła w myślach samą siebie. Nie dowierzała, że osoba jak ona mogła czuć takie zmieszanie. Tyle emocji na raz... Ale w końcu jest człowiekiem. Każda istota ludzka ma swoją słabość. I obojętnie jaka jest zimna, bezduszna czy szydercza - ma w sobie uczucia. Może i głęboko schowane w duszy, jednak są.
Postanowiła mu zaimponować. Wiedziała, że na pewno nie będzie łatwo, jednakże...Chciała zrobić to będąc sobą. Zachowując się naturalnie. Jak zawsze. Będąc świrniętą, kpiącą, zabójczą oraz nadpobudliwą Bellatrix. W końcu co da jej udawanie kogo innego? Zdawała sobie teraz całkowicie sprawę dlaczego zakochane dziewczyny zachowują się tak dziwacznie i nienaturalnie. Pierwszy raz w życiu poczuła coś tak wielkiego i odpowiedzialnego jak miłość. Tak, to zdecydowanie była miłość. Chociaż była niemal przekonana, że to uczucie nigdy nie zostanie odwzajemnione. Ale nie na to liczyła. Liczyła na to, że usłyszy kiedyś chociaż jeden komplement. W końcu będzie jego sługą. I była pewna, że tą najwierniejszą...
Gdy mężczyzna przywitał wszystkich z osobna zaprowadził ich do innego pokoju. Szli dość sporymi i estetycznymi schodami, których obręcze były zrobione ze smoczych łusek, chociaż zakończenia były na wzór głowy węża. Stopnie były wyścielone długim, ciemnozielonym dywanem. Na piętrze korytarz był oświetlony co półtorej metra starymi, klimatycznymi świecami. Gościły one na ścianach wyścielonych z paneli z drewna wenge. Trójka szła za nim powolnym krokiem. Rozglądali się, chociaż nie bardzo mieli gdzie, gdyż korytarz był dość wąski. W końcu doszli do jednej z licznych komnat, Tom otworzył dość spore drewniane drzwi z kutego żelaza. Puścił ich przodem do średniej wielkości pomieszczenia. Bellatrix od razu, stanowczym ruchem zajęła miejsce przy zaokrąglonej części przy dość obszernym owalnym stole, wykonanego z drewna wiśniowego. Krzesła były niewygodne, bowiem zrobione z marmuru. Lucjusz widząc uśmiech Czarnego Pana również zasiadł, tuż obok Ślizgonki. Najmłodszy zebrany dość niepewnie, ale ostatecznie zjawił się na krześle. W końcu dorosły mężczyzna wszedł do komnaty, zamykając za sobą drzwi. Machnął szybko ręką, a w marmurowym kominku zapalił się złocisty płomień. Podszedł do krzesła na drugim końcu stołu, jednak nie usiadł. Oparł dłonie o blat i spojrzał na nich z ohydnym uśmiechem. Chociaż Bellatrix wydawało się, że był on szarmancki.
-Nawet nie wiecie jak się cieszę, że tu przybyliście - zaczął z przebrzydłym uśmiechem - Najwyższy czas zebrać silnych i uzdolnionych czarodziejów, którzy nie plugawią świata magii swą brudną krwią. Wierzących w potęgę i doskonalących się na każdym kroku. Czarna magia nie jest zła, w końcu pozwala na oczyszczenie wszelkiej nędzy, biorącą się od szlam i mugoli. - Zasiadł w końcu przy stole, ciągle patrząc na nich głębokimi, czarnymi oczyma. - Wiem, że dopiero zaczniecie...lub zaczęliście - spojrzał wtedy krótko w stronę Regulusa - zabawę z czarną magią. Wasi starsi koledzy wam w tym pomogą, nie będziecie musieli kombinować jak zdobyć czarnoksięskie księgi. Jestem również świadom, że poprzez naukę w Hogwarcie będziecie zajęci, a więc na początek będziecie dostawać krótkie i łatwe misje. A i jeszcze jedno. Śmierciożercą jest się na zawsze. - Uśmiechnął się wtedy paskudnie, a jego oczy jakby zabłysły czerwienią.
-Regulus, chodź no tutaj. - Mężczyzna wstał i wskazał miejsce obok prostym gestem dłoni. Chłopak spojrzał na niego nieco niepewnie, ale zrobił co miał. Odsunął powoli krzesło i podszedł do niego. Spojrzał na nań z dołu, niższy był więcej niż o głowę.
-Słucham, Panie? - Przymrużył delikatnie oczy.
-Pokaż, pochwal się nam, Panie Black, co potrafisz~
Na twarzy chłopaka pojawił się nieznaczny grymas. Nie bardzo miał ochotę chwalić się przed wszystkimi. Jednak był sługą, nie mógł z byle powodu odmawiać błahego rozkazu. Wyciągnął swoją różdżkę z kieszeni i odsunął się spory kawałek od swojego Mistrza. Machnął nadgarstkiem szybko i zgrabnie.
-Umbra semptoris... - wyszeptał cicho, a z końca jego różdżki wydobyły się trzy czarne smugi gęstego dymu. Wiły się w powietrzu jak węże, spokojnie penetrując całe pomieszczenie. Bellatrix i Lucjusz patrzyli na to z niedowierzaniem. Nigdy by nie pomyśleli, że Regulus potrafi takie coś. Zawsze był taki cichy i nieśmiały. A widząc uśmiech Czarnego Pana wiedzieli, że na pewno zaklęcie nie było takie proste. Jedna smuga podleciała gwałtownie do Ślizgonki i odgarnęła jej włosy w tył. Była materialna.
-Brawo, Regulusie. Naprawdę znakomicie opanowałeś to zaklęcie. - Podszedł do niego i zmierzwił mu włosy. - Może chciałbyś się czymś jeszcze pochwalić przed kolegą i koleżanką?
Regulus rzucił krótkie spojrzenie na nich, widział zaskoczenie wymalowane na ich twarzach. Zawsze był niewinny i niepozorny, a teraz zabłysnął w starszym towarzystwie przed samym Mistrzem.
-Nie, podziękuję - mruknął cicho.
-Jak zwykle skromny. - Spojrzał w stronę dwóch Ślizgonów. - Nie macie się czym pochwalić, zgadza się? - Obaj kiwnęli tylko głową, chociaż Bellatrix niechętnie. W jej głowie zawrzało ze złości. Była zła na samą siebie. Skoro tak bardzo chciała zaimponować swojemu Panu, to dlaczego nic nie potrafiła? Nawet jej młodszy o aż trzy lata kuzyn lepiej władał czarną magią. Zatem ona nie potrafiła niczego. - Nie szkodzi. Macie na to czas. Starsi Śmierciożercy wam pomogą. - Chwycił lewe ramię chłopaka i odsunął jego rękaw. Młody Black patrzył niepewnie na niego, ale zachowywał się spokojnie. Domyślał się co on chce zrobić, kiedy wyciągnął swoją różdżkę i przyłożył stanowczo końcówkę do jego przedramienia. Poczuł delikatny skurcz w tamtym miejscu, jednak nawet nie drgnął. Delikatnie tylko zacisnął zęby. Ból po chwili znacznie wzrósł, a na jego ręce zaczął wypalać się Mroczny Znak. W którymś momencie syknął cicho i ścisnął powieki, jednak po chwili poczuł ulgę, kiedy czarnowłosy zabierał swoją różdżkę. Odetchnął zadowolony i otworzył oczy, podziwiając znak na swoim przedramieniu. Jego twarz opisała dokładnie jego radość, którą właśnie czuł.
-Dziękuję, Panie. - Ukłonił się przed nim dumnie, po czym poszedł na miejsce. Ciągle zerkał na swoje przedramię, niezmiernie się cieszył. Bellatrix spojrzała na niego z uśmiechem, gdy go dotykał i podziwiał. Trochę go jeszcze szczypało, zaśmiał się po chwili cicho i przytulił własną rękę.
Czarny Pan wciąż z tym samym uśmiechem wezwał ślizgonkę do siebie, Malfoy również już wstał. Dziewczyna podeszła do niego już z odsuniętym rękawem na lewej ręce i pokazała mu swoje blade przedramię. Mężczyzna powtórzył czynność. Bella przymknęła oczy, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Czuła ból, który rodził się w jej głowie jako przyjemność. Uchyliła delikatnie powieki, patrząc na swojego Pana by zobaczyć jego uśmiech. Zaczęła się śmiać zadowolona pod nosem, a kiedy znak był gotowy spojrzała na niego i ukłoniła się jak na panienkę przystało.
-Będę dumnie ci służyła, Panie. - Wyprostowała się i ukazała swoje paskudne zęby w szerokim i szyderczym uśmiechu. Voldemortowi wyraźnie się to spodobało.
Lucjusz już nie czekał, również podszedł do Czarnego Pana i odgarnął swój rękaw. Zachował spokój, a gdy powoli na jego ręce tworzył się Mroczny Znak nawet się nie skrzywił. Patrzył dumnie i uśmiechał się hardo w jego stronę. Po chwili było już wszystko gotowe. Podziękował szarmancko i cofnął się do reszty. Mistrz przed swymi dumnymi sługami uśmiechnął się szeroko. Regulus już nie mógł się doczekać, aż nauczy się czegoś nowego. Zawsze musiał gdzieś potajemnie chodzić, uważać na nauczycieli, uczyć się sam. Dostał już pochwałę od Voldemorta, czego chcieć więcej? Był pewny, że szybko nauczy się nowych zaklęć. Mężczyzna wyjaśnił im, że jeśli poczują pieczenie na przedramieniu mają się zjawić u niego jak najszybciej. Przy okazji zademonstrował to, przywołując trójkę Śmierciożerców.
-Tak, Panie? - Odezwał się jeden z nich, był wysoki, a jego włosy były koloru ciemnego brązu. Wyglądał na dość młodego, gdzieś tak osiemnaście czy dziewiętnaście lat. Miał ubrany na sobie szary płaszcz. Nie wyglądał dość groźnie, wręcz przeciwnie. Jednak na pewno nie świadczyło to o niskich umiejętnościach czarnomagicznych. Tuż obok niego stał dość barczysty, już nieco starszy mężczyzna. Wyglądał odrażająco, był brudny, wszędzie podrapany i śmierdział okropnie. Miał szare matowe włosy i rozstrzępione bokobrody. W dodatku na końcu jego szarych palców widniały żółte, długie pazury. Ostatni z wezwanych wyglądał dość zwyczajnie. Dostojna postawa, ciemny garnitur, czarne włosy. Nie wyróżniał się niczym szczególnym.
-Bartemiuszu, Fenrirze, Antoninie, zajmijcie się nimi. Wprowadźcie ich w świat Śmierciożerców. - Uśmiechnął się czarnooki, po czym od razu wyszedł. Bellatrix zawiodła się trochę, że tak krótko go tylko widziała. Ale i tak osiągnęła swój sukces, więc nie mogła żałować. Odprowadziła go wzrokiem i rozmarzyła się. Nagle poczuła silny ścisk na nadgarstku, została pociągnięta w stronę wyjścia przez wilkołaka. Zaklęła pod nosem, bo miała nadzieję, że właśnie na niego nie trafi. Regulus natomiast grzecznie powędrował za młodym Crouchem. Wyszli z tej komnaty i powoli prowadził go do swojego pokoju. Można było nazwać to spacerem, zamek był dość wielki więc trochę się przeszli. Black zwrócił uwagę na sporą ilość obrazów, które w ramach miały tylko czarne płótno. Odbijało się ciche echo stukania butami o podłogę. Jednak tę ciszę w końcu jeden przerwał.
-Jestem Barty Crouch - powiedział spokojnym głosem - Junior.
-Regulus Black - odparł krótko i dość cicho.
-Syn Walburgi i Oriona? - Zerknął na niego kątem oka i oblizał gwałtownie swoje wargi. W odpowiedzi zobaczył tylko jak chłopak kiwnął głową. - Aaaa! Więc masz dobrą krew! Nie ma co.
-Z pewnością - mruknął cicho i uśmiechnął się nieco szerzej.
-Coś taki nieśmiały dość jesteś. Trzeba cię rozruszać trochę~
-A co mam mówić? - Spojrzał na niego. - Mamy się zakumplować, tak? Jakoś nie specjalnie szczycę się pochodzeniem. Oczywiście nie chodzi mi tu o czystość krwi.
-Słucham dalej - powiedział melodyjnie.
-Eh. Nie mam już nic do powiedzenia na ten temat. - Spojrzał w bok, kierując swój wzrok na kolejne ciemne obrazy. Znów zamyślił się myśląc, co mogą one symbolizować. Bardzo przykuwały jego uwagę. Wiedział, że bez sensu tu nie wiszą. Oglądał obraz za obrazem, a jedynie czym się różniły to ramką. Jedna była szersza, druga większa...Jedna z drzewa wiśniowego, a inna bukowego. Na czarnych płótnach nie mógł znaleźć podpisu autora. Ale czy takie dzieło ma w ogóle swojego malarza?
-To czemu nie jesteś dumnym Blackiem?
-O co chodzi w tych obrazach? - Nawet nie odwrócił wzroku. Barty poczuł się dziwacznie. Chciał nawiązać kontakt z tym chłopakiem. Był niemal pewny, że Regulus będzie pilnym uczniem i wszystkiego się nauczy w dość krótkim czasie. Na pewno będzie potężnym czarnoksiężnikiem i zaufanym sługą Pana. Jednak rozmawiając z nim szybko wpadło mu do głowy pytanie, zastanawiał się, dlaczego Czarny Pan chciał go w swoich szeregach.
Prawie na samym końcu korytarza znalazł się pokój podpisany u góry cyframi 2 i 3. Weszli do niego. We wnętrzu dominował kolor purpury. Na środku znajdował się stolik w kształcie rombu. Był zrobiony z ciemnego marmuru. Obok niego znajdował się czarny fotel zrobiony ze skóry trolla. Do kompletu niedaleko stała sofa z fioletowymi poduszkami po bokach. Na ścianie znajdowały się dwa duże witraże, które robiły za jedyne okna. Przedstawiały one węża. Tuż przy nich było łoże z baldachimem. Pościel cała była w kolorze krwistej czerwieni, co idealnie komponowało się przy dominującej purpurze i czerni. Na niewielkiej szafce zrobionej z drewna wiśniowego znajdowało się parę fotografii, najwyraźniej osobistych. Ostatnim elementem w komnacie była wielka orzechowa komoda.
-Rozgość się. - Uśmiechnął się szeroko i oblizał szybko swoje wargi, po czym podszedł do komody, wyciągając z niej flaszkę Odgen's Old Firewhiskey. Młody zmarszczył brwi widząc butelkę, ale usiadł wygodnie na kanapie. Bartemiusz wyciągnął dwa kieliszki.
-Ekhem. Jakbyś nie zauważył jestem niepełnoletni - burknął.
-Aleś ty dziwny. - Zaśmiał się pod nosem, położył na stoliku szkła i wypełnił je trunkiem.
-Chyba mieliśmy się uczyć, a nie pić. - Spojrzał na niego swoimi szarymi oczami. Widać było, że trochę się denerwował, ale naprawdę chciał już zacząć. Mężczyzna przekręcił oczami, odłożył flaszkę na bok, jednak dokończył swój kieliszek szybko. Po chwili wyciągnął swoją różdżkę.
-No więc czego chcesz się uczyć najpierw?
-Imperiusa - powiedział pewny siebie, podnosząc głowę w górę, by mieć na widoku jego twarz.
-Nie za wysoka poprzeczka, panie niepełnoletni? - Zaśmiał się cicho i usiadł na stole, dolewając sobie jeszcze alkoholu. Regulus dokładnie obserwował jego gwałtowne ruchy.
-Może odrobinę... - Wstał z kanapy i wyciągnął różdżkę, gotowy by się nauczyć. - Chciałem się nauczyć sam, ale nie miałem na kim. A w szkole raczej nie byłoby dla mnie bezpiecznie używanie tego zaklęcia na reszcie uczniów.
-Dlaczego? Na pewno byłaby świetna zabawa. - Wyszczerzył się, ukazując rządek bialutkich zębów. Zaraz po tym znów zachłysnął whisky.
-Wole nie ryzykować. - Podrapał się niesfornie po głowie. - To jak? Nauczysz mnie?
-Wiesz, z ciebie to taki mały kujon jest, nie sądzisz? Zwyczaj taki cichy, a jak o naukę chodzi to już gada!
-Myślę, że już wystarczająco alkoholu wypiłeś. - Westchnął głośno i skierował w stronę napoju swoją różdżkę - Caligos. - Butelka od środka zapełniła się czarną mgłą, a po chwili rozdarło ją i wybuchła. Barty szybko osłonił twarz rękoma, by nie dostać kawałkiem szkła.
-Nie pozwalasz sobie za dużo? - Odsłonił twarz, rozglądając się po pomieszczeniu.
-Mam być Śmierciożercą czy małym brzdącem?
Brunet w odpowiedzi uśmiechnął się cwanie. Nie oczekiwał, że to usłyszy, ale na pewno go to usatysfakcjonowało. Chłopak zobaczył to w jego oczach przez co poczuł dumę i odwzajemnił ten uśmiech. Jednak po chwili zaśmiał się cicho, widząc jak starszy Śmierciożerca wypija trunek z kieliszka przygotowanego wcześniej dla niego. Po opróżnieniu go szybko zabrał się za sprzątanie szkła i reszty napoju.
-Więc jak? Nauczysz mnie tego zaklęcia? - Uśmiechnął się już o wiele śmielej.
Crouch przygotował swoją różdżkę, na co chłopak odreagował dumnym uśmiechem. W końcu nauczy się jakiegoś porządniejszego zaklęcia, bo te które potrafił przy Imperiusie były dość banalne. Chociaż trzeba było się namęczyć by je opanować. Brązowłosy wydobył z komody jakieś dziwne, małe stworzenie przypominające wyglądem pająka, jednak miało to skorupę, po czym położył na stole. Machnął różdżkę inkantując zaklęcie, po czym spokojnie mógł władać zwierzakiem. Dokładnie tłumaczył mu jak wydawać rozkazy. Chłopak słuchał uważnie, obserwował każdy drobny gest Bartiego. W końcu puścił stworzenie wolno i dał szansę Regulusowi. Młody brunet uśmiechnął się pod nosem i przygotował swoją różdżkę, po czym machnął nią, wypowiadając zaklęcie. Pająk wzdrygnął się i wykonał proste polecenie, poszedł przed siebie i do tyłu, jednak gdy rozkazał mu skoczyć już nie wyszło. Skrzywił się na twarzy, aczkolwiek nie dał sobie spokoju. Próbował drugi raz, trzeci, czwarty...Dalej nie rezygnował. Mężczyzna usiadł sobie na fotelu i oglądał jak chłopak pracuje. Jednak za dwunastym razem odezwał się.
-Coś ci nie wychodzi. Może nauczę cię czegoś prostszego?
-Nie! - krzyknął. - Uda mi się... - fuknął cicho i ścisnął pięści.
-Przesadzasz. Widzę, że masz ambicje, ale powinieneś stopniowo podwyższać swój poziom. Tak nic nie zdołasz. - Wstał i podszedł do niego od tyłu, kładąc mu dłonie na ramionach.
-Nieprawda! Nie znasz mnie. - Odwrócił się do niego, rzucając mu wrogie spojrzenie. Barty odpowiedział na to delikatnym uniesieniem kącika ust. - Nie uśmiechaj się tak, bo to irytuje. - Fuknął obrażony, arystokracko pusząc policzki.
-Widać, żeś ze szlacheckiej rodziny, wiesz? Ale to dobrze. Chociaż musisz jeszcze dorosnąć i dojrzeć. - Oblizał usta szybkim ruchem. - A teraz mam propozycję, żebyśmy odpoczęli~ I nawet mi nie przecz. Później wrócimy do ćwiczeń Imperiusa.
-Nie będziesz mówił mi co mam kiedy robić. Od tego jest Czarny Pan. - Usiadł na kanapie. A po chwili obok nieco usiadł brązowowłosy. Mimo tego co powiedział zgodził się na odpoczynek. Milczał przez cały czas penetrując wzrokiem pomieszczenie dokładniej. Po chwili się zamyślił. Chociaż nie wiedział czemu pomyślał o swoim bracie. Momentalnie spochmurniał, co było widać na jego twarzy. Z zamyślenia wyrwał go ciepły dotyk dłoni na jego nodze. Spojrzał na tą rękę, po czym na twarz jej właściciela. Zmarszczył brwi i warknął na niego, jednak zanim zdążył go zbić wziął już rękę.
-Cóż tak agresywnie, chłopcze? Rozluźnijmy się - rzekł łagodnym tonem. - Razem~
Jednak w tym momencie Regulus wstał jak oparzony i obdarzył mężczyznę morderczym wzrokiem. Serce momentalnie zaczęło bić mu mocniej. Wystraszył się go w tym momencie, jednak był hardy. Przynajmniej chciał stawiać pozory takiego.
-Życie ci niemiłe czy jak?!
-Zapytam ponownie. Skąd u ciebie takie nerwy?
-Żałosny jesteś... - Wysyczał cicho i skierował się od razu do wyjścia, jednak Barty go szybko dogonił.
-Już nie zależy tobie na tej lekcji?
-Nie z tobą. Sam się nauczę - burknął pod nosem, już chwycił za klamkę jednak poczuł dłonie na swoich biodrach, które pociągnęły go w tył. Jęknął cicho, aczkolwiek nie dał się tak łatwo i zaraz starszy Śmierciożerca dostał łokciem w brzuch. A cios wcale nie był słaby jak na takiego drobnego chłopaka. Mężczyzna zgiął się mimowolnie i odsunął parę kroków. Na jego twarzy z grymasu szybko zrodził się uśmiech i jak to miał w zwyczaju oblizał swoje wargi. Brunet posłał mu mordercze spojrzenie, a z jego gardła wydobył się cichy warkot. Jednym ruchem złapał za różdżkę i odsunął się bliżej drzwi. Słysząc cichy śmiech jeszcze bardziej się poirytował. Ręce zaczęły mu drżeć. Bał się. Miał zbyt traumatyczne przeżycie. W końcu nie wytrzymał i wybił mu różdżkę, uciekając z pokoju czym prędzej, jak oparzony. Nie wiedział, czy mężczyzna za nim podążył czy nie. Był tak spanikowany że po prostu biegł przed siebie. Czuł rozdarcie wewnętrzne, na raz czuł się tak silny, by się nie dać, a zarazem taki słaby i naiwny, że już raz się dał. Przypomniała mu się ta cała sytuacja z pierwszego września. Miał ochotę na chwilę zamknąć się w swoim pokoju. Ściskał mocno powieki i nawet nie zauważył, gdy jego głowa wylądowała na piersiach Bellatrix. Ta od razu ryknęła na niego:
-Regulus! Co ty wyprawiasz dobrego?
-J-ja... - jęknął cicho zakłopotany i cofnął się o parę kroków, patrząc na nią jeszcze nieco wystraszony.
-Oh, dobrze wiedziałam, że nie nadajesz się na Śmierciożerce. - Zachichotała wrednie, chłopak zmarszczył wyraźnie brwi.
-Nieprawda. Nie wiesz nawet w czym rzecz. - Mruknął cicho.
-Więc może się wytłumaczysz?
-Nie musisz o wszystkim widzieć.
-Czemu ja mam takich głupich, ślamazarnych kuzynów! - Warknęła poirytowana i już miała zamiar kontynuować wiązankę, gdy właśnie przybył Malfoy między nich.
-Widzę, że już wszyscy skończyli, Więc chodźmy. - Spojrzał wyniośle na dziewczynę, a ona tylko fuknęła w jego stronę. Po chwili cała trójka skierowała się w stronę wyjścia. Regulus szedł na końcu, był na raz wściekły na samego siebie, było mu wstyd. A zarazem ignorował zupełnie słowa swojej kuzynki, którą starał się zazwyczaj tolerować. Lucjusz niestety wygłosił, że będą musieli iść całkiem pieszo do Hogwartu, na co panna Black zrobiła awanturę. Jednak szarooki nie bardzo się teraz tym przejmował. Był zbyt zamyślony.
----------------------
Przepraszam, że tak późno dodaje. Ale nie złośćcie się na mnie D: Postaram się następnym razem szybciej. Mam nadzieję, że dalej się komuś to podoba..XD
Syriusz, to zdecydowanie Twój najlepszy rozdział. coraz lepszy styl, coraz ciekawsza akcja, like it :DDD
OdpowiedzUsuńJak na notkę pisaną podczas dołka to to jest genialne o__o Tylko muszę zwrócić uwagę, że opisując spotkanie z Czarnym Panem trochę za często używałeś słowa 'był'. No i jeszcze kolor włosów Bartyego..autorka opisała je jako słomiane więc brązowy niezbyt pasuje.
OdpowiedzUsuńAle pomijając te dwa szczegóły notka jak zwykle wciągająca i jeszcze się nam zapowiada gwałt bo znając ciebie na pewno będzie~ XD Mhrau~
Ah, warto było czekać<3! Dalej mi się bardzo podoba!
OdpowiedzUsuńHistoria całkiem ciekawa.
OdpowiedzUsuńNiestety błędów stylistycznych i językowych jest BARDZO DUŻO.
Postaraj się to poprawić. Np. "iść całkiem pieszo"... Nie można iść całkiem pieszo... Niektóre zdania wgl. nie mają sensu i brzmienia. Powiem tylko 3 słowa na zachętę: PRACA, PRACA, PRACA.
SYRIUSZ, GDZIE SEKSY JA SIĘ PYTAM?! notka jak zawsze świetna, pisz nam częęęęściej <3
OdpowiedzUsuńwarto było czekać ;d
OdpowiedzUsuńproszę o jeszcze . ! <3
Ribellex3
44 yr old Research Nurse Hamilton Cater, hailing from Manitouwadge enjoys watching movies like Melancholia and Origami. Took a trip to Monastery and Site of the Escurial and drives a McLaren F1. odwiedzic ich strone internetowa
OdpowiedzUsuńadwokat sprawy karne rzeszow
OdpowiedzUsuń22
OdpowiedzUsuń