sobota, 11 sierpnia 2012

Rozdział III



Właśnie kończyły się zajęcia z eliksirów dla uczniów piątej klasy. Dzień nie zaczął się jakoś specjalnie szczególnie. James i Remus często byli nie w humorze ze względu na brak Syriusza. Jednak mimo to nie chodzili ciągle smutno, wygłupiali się jak zwykle. Czasami nawet żartowali na temat jego tymczasowego pobytu w domu. Martwili się bardzo, jednak wiedzieli, że na pewno da sobie radę.
Pakowali powoli swoje rzeczy do toreb i wyszli z sali. Chodząc korytarzem minęli Malfoya, który z kapturem na głowie i wręcz panicznym krokiem, zasłaniając się rękoma pędził w stronę pracowni profesora Slughorna, z której właśnie młodzi gryfoni wychodzili. Nie bardzo wiedzieli o co chodzi, ale ten widok każdego by rozbawił. Lucjusz w takiej panice to naprawdę rzadki widok. Po krótkim odprowadzeniu go wzrokiem wyszli na błonia nacieszyć się ostatnimi ciepłymi dniami.
Usiedli niedaleko wejścia, a wtedy Lunatyk wyciągnął od razu z torby czekoladę.
-W tym roku czekają nas SUMy - powolnym ruchem odpakował tabliczkę zwyczajnej, mugolskiej czekolady i ugryzł kawałek.
-Musisz przypominać? - skrzywił się delikatnie, patrząc na niego. - Nie sądzę, by mi źle poszło, ale sam wiesz...
-Żeby Łapa prędko wrócił. - westchnął cicho i podsunął chłopakowi czekoladę pod nos. - Chcesz? Pyszna jest~ - czarnowłosy uśmiechnął się miło w jego stronę i odłamał sobie kawałek.
-Ile go oni tam zamierzają trzymać! Już minęły dwa tygodnie odkąd Łapa tam siedzi.
-Nie mam pojęcia... ale chciałbym jak najszybciej. Za trzy dni pełnia. - spojrzał w niebo wzdychając.
-Nie martw się, będę z tobą~ - uśmiechnął się miło w jego stronę, przymykając oczy.
Siedzieli sobie przez dłuższy czas w milczeniu. Akurat słońce padało na ich twarze, więc było dość przyjemnie przy chłodnym, jesiennym już wietrze. Potter po jakimś czasie przestał podkradać Lupinowi czekoladę i zamyślił się widocznie. Dlatego też przyjaciel od razy zareagował.
-O czym tak dumasz?
-Chcę się umówić z Lily, ale nie bardzo wiem jak... - westchnął głośno, kierując wzrok na niego.
-Może zwyczajnie poproś ją o spacer? - parsknął śmiechem - Albo daj czekoladki, jakiś kwiatek. Na pewno się ucieszy.
-No nie wiem... Mogę spróbować w sumie, ale to nie takie łatwe jak ci się wydaję. - westchnął ponownie i przeniósł wzrok gdzieś w dal, a tam zobaczył coś, na co zareagował gwałtownym podniesieniem się z miejsca. Na jego twarzy pojawił się nieprzystępny uśmieszek, jakby zapomniał o swoich zmartwieniach.
Remus widząc reakcje przyjaciela przeniósł wzrok w to samo miejsce. Cóż by innego! Pod drzewem w cieniu siedział właśnie Severus. Szatyn pokręcił głową od razu.
-James, nie. Zostań tu.
-Dlaczego? Przecież on aż się prosi! - rozpromienił się brunet i już miał zamiar ruszyć, jednak poczuł uścisk na nadgarstku i spojrzał na niego. - No przestań już. - wyszarpał mu się szybko i po cichu ruszył dalej. Zrezygnowany Remus poszedł za nim, nic nie mówił. Wiedział, że James i Syriusz zawsze będą nękać biednego Severusa. Sam nie brał w tym udziału, było mu naprawdę go szkoda, jednak nie odzywał się nigdy w tej sprawie. Bał się, że przez to mogą przyjaciele go odrzucić, w końcu dla nich to takie 'fajne' zajęcie. Cieszył się jednak, bo jako prefekt musiał ich uspokajać, gdy już przesadzali. Z resztą Rogacz miał w tym swój umiar, gorzej z Łapą.
Szli okrężną drogą, bo okularnik miał już swój plan jak przykrzyć niewinnemu chłopakowi dzień. Chyba pierwszy raz od tych dwóch tygodni Remus cieszył się, że nie ma tutaj Blacka. Byłoby tylko gorzej.
-Witam, Wycierusku~ - Potter wyłonił się zza drzewa, zabierając ślizgonowi podręcznik z rąk, oczywiście był on o eliksirach. - Oj, wybacz, że przeszkadzam w nauce... - teatralnie westchnął, udając, że było mu szkoda. Remus stał tylko obok i przyglądał się temu. W głębi duszy był zdenerwowany.
Snape od razu podniósł wzrok i zmarszczył brwi, lustrując swojego kolegę nienawistnym wzrokiem.
-Więc oddaj. - mruknął jednak spokojnie, patrząc na niego bez przerwy swoimi smolistymi oczami.
-A co bym za to miał? - udał się naprzeciw niego, delikatnie się chyląc ku niemu. W dłoni ciągle trzymał niewielki i w niezbyt dobrym stanie podręcznik. Miejscami był nawet podpalony.
-Oddaj. - syknął cicho, jednak tylko ciągle siedział pod drzewem. Dobrze wiedział, że jest słabszy i nic by nie zdziałał. Chociaż widząc brak Syriusza w pojedynku na różdżki by mógł sobie poradzić z nim, jednak mimo wszystko spokojnie jeszcze siedział.
-Po cholerę ci czytać o tych siuśkach? - uśmiechnął się drwiąco, podnosząc książkę i przyglądając się jej - W ogóle co ty z nią robisz, że jest w takim stanie? - nie wytrzymał i prychnął śmiechem.
-Musisz mieć naprawdę nudne życie, skoro tak bardzo cię to interesuje... - westchnął, spinając brwi. Ciągle lustrował go wzrokiem, mimo że naprawdę nie chciał go widzieć. Nie miał już pojęcia jak ten dzień się skończy. Wiedział jedno - na pewno nie dobrze.
-Musi ci nie zależeć na nim, skoro sam po niego nie sięgniesz. Ale cóż. - wyciągnął różdżkę, przykładając jej czubek do podręcznika. - Więc się spali~
Severus ścisnął pięści. Wiedział, że on jest do tego zdolny więc musiał coś zrobić. Sięgnął do kieszeni po swoją różdżkę i miał już wstać, jednak zanim to zrobił to James puścił jego książkę i chwycił go za włosy tak mocno, że z gardła ślizgona wydobył się niemal niemy jęk i automatycznie puścił różdżkę. Czarnooki widocznie się tego nie spodziewał i zamarł w bezruchu, jedynie oddech mu przyspieszył znacznie. Gryfon podniósł jego głowę, oczywiście kierując włosami, w górę by na niego spojrzał. Posłał mu wyniosły uśmieszek i puścił go dość brutalnie. Padł on, jednak zdołał się niezgiętymi rękami podeprzeć na ziemi, by nie paść twarzą w nią. Podnosząc niego wzrok miał przed sobą krocze chłopaka, przełknął tylko ślinę i zadrżał nieznacznie. Był pewien, że James mu nic nie zrobi, jednak... Poczuł po chwili jak znów chwycił go za włosy z tyłu głowy, jęknął wtedy głośniej i wyszarpał mu się tak gwałtownie, że chłopak nawet nie zdążył zareagować zdumiony jego reakcją. Severus cofnął się od niego znacznie, a patrzył na niego wystraszony. Gryfon był tym zaskoczony, zupełnie nie wiedział o co chodzi. Przecież zawsze nim tak rzucał, a jednak nigdy nie widział u niego takiej reakcji. Może chce się mi postawić? Przeszła mu przez głowę taka myśl.
Snape co prawda odebrał szybko swoją różdżkę i podręcznik. Miał szansę pokazać mu, że wcale taki słaby nie jest. Był nawet pewny, że pojedynek z nim by wygrał. Jednak zachowywał się dziwacznie. Dziwacznie jak na siebie. Stał tak chwilę, niespokojnym wzrokiem penetrował orzechowe oczy Pottera, który właśnie ciągle miał delikatnie uchylone usta ze zdumienia.
Remus ciągle stał obok i obserwował ich. Nie podobało mu się to. Widział, że Severus zachowuje się inaczej niż zwykle. Nie zapowiadało to nic ciekawego. Zmarszczył brwi delikatnie. W tej chwili obiecał sobie, że jak już będą sami to powie co o tym wszystkim myśli Jamesowi. Jednak teraz tylko patrzył.
Nie minęło dwóch minut, a ślizgon odwrócił się napięcie i zwyczajnie uciekł. Obaj patrzyli teraz za nim, nie wiedząc dokładnie co się z nim stało. Popatrzyli po sobie, a blondyn tylko głośno westchnął.
-Mówiłem, byś tego nie robił.
-Co to ma do rzeczy? Pewnie chciał mi się postawić, ale ostatecznie stchórzył. - wzruszył ramionami. - Ale jeśli mam być szczery to dobrze, że to zrobił. Byłem zaskoczony i pewnie by mi się dostało. - zaśmiał się cicho.
-Oj Rogacz... Chodźmy już lepiej do pokoi. Chciałbym z tobą porozmawiać... - spojrzał na niego znacznie i po chwili już ruszył pewnym krokiem. Bał się tej rozmowy, był w końcu bardzo wrażliwy. Jednak wiedział, że musi to zrobić. W końcu to jego przyjaciele, wypadałoby...Ale jeśli przez to go straci? Nie wyobrażałby sobie tego. W końcu doszli do pokoju, obaj zasiadając na rogach swoich łóżek.
-James. To jest idealna okazja... Muszę się tobie wyżalić. Nie wiem jak to przyjmiesz. - spojrzał mu prosto w oczy.
-Co masz na myśli? - zaniepokoił się nieco i poprawił okulary na nosie.
-Severus. Dlaczego go tak dręczycie?
-Może dlatego, że zabiera moją Lily? Poza tym musisz przyznać, że jest bardzo zabawny~ - zaśmiał się pod nosem.
-Właśnie nie jest! - spojrzał w bok.
-Jak to nie? Zawsze przecież śmiałeś się z nami. Jak opowiadaliśmy sobie... Nie rozumiem.
-Tak, wiem... Ja... ja po prostu się boję. Ale teraz korzystam z okazji, kiedy nie ma Łapy, bo nie będę mieć presji dwóch wzroków na sobie. No i wybuchów Syriusza...
-Czego się boisz? - zmarszczył brwi, kompletnie go nie rozumiał. Nie wiedział do czego zmierza, jednak trochę się niepokoił widząc zdenerwowanie przyjaciela.
-Że...że mnie zostawicie. - wyszeptał to niemal i opuścił wzrok. James spojrzał na niego zdziwiony, jednak szybko usiadł obok niego, obejmując go ramieniem.
-Jesteś naszym przyjacielem! Jak moglibyśmy to zrobić...?
-Bo...jak mówiłem... Severus. Wkurza mnie to jak go traktujecie. - podniósł wzrok na niego, jednak ten ciągle milczał. Nie wiedział co powiedzieć, więc blondyn kontynuował. - On przecież nic nie zrobił, nie macie się nawet za co mścić. Nie zachowuje się w waszym stosunku jakoś źle. Właściwie to was unika, bo ma was dość. Nie dość, że zawsze siedzi sam to jeszcze wy go dręczycie.
-Ale... - kompletnie go zatkało, Remus jak zwykle miał rację. - Ale Lily...
-Co Lily? Myślisz, że znęcając się nad nim spodobasz się jej? - tutaj już podniósł ton, spoważniał całkiem i już nabrał nieco pewności. - Wiem, że ona go bardzo lubi, prawdopodobnie kocha...ale nic nie zrobisz. Tzn... możesz coś zrobić. Jeśli zaczniesz się z nią przyjaźnić na pewno będzie o wiele lepiej. Nie zmienisz jej stosunku do niego w taki sposób. Robiąc tak tylko pogarszasz swoją sytuację. Dzisiaj chciałem cię powstrzymać, żeby pomóc ci z Lily. Ale po co, jak wolałeś go tak nastraszyć! Poz tym nie wydawało mi się, że ot tak chciał się tobie postawić, a potem stchórzyć. Po jego zachowaniu...chyba naruszyłeś jego jakiś czuły punkt.
Po tym wywodzie James ciągle siedział cicho. Nie wiedział sam co o tym myśleć. Uwielbiał się pastwić nad Severusem. Można by to śmiało nazwać jego hobby. Ale Lily... Stracił pewność siebie. Pomyślał, że już nigdy jej nie będzie miał...Westchnął głośno i spojrzał w miodowe oczy swojego przyjaciela, które w tym momencie wykazywały niepewność. Lunatyk znów się wystraszył, że mogliby go porzucić...
-Remus. Przyjacielem się jest na zawsze... Taka bzdura tego nie zmieni. - uśmiechnął się nikle i poczochrał go po głowie. - Syriusz. On też to na pewno zrozumie. Ja... ja sam nie wiem co o tym myśleć. Ale mam jedną prośbę do ciebie. Nie bój się, że cię zostawimy. Bez ciebie Huncwoci nie byliby Huncwotami. Po prostu...przyjaźni nie da się skreślić ot tak sobie. Eh... nie wiem jak to ująć, ty jesteś w tym lepszy. Ale wiesz o co mi chodzi?
-Tak. - roześmiał się cicho. - Cieszę się, że mnie rozumiesz, głuptasie. - poczochrał go po głowie krótko i po chwili podał mu całą tabliczkę czekolady, wyciągnąwszy dwie.
-Ty i te twoje czekolady. - chwycił tabliczkę i usiadł z powrotem na swoim łóżku.


***

Severus w między czasie siedział już w swoim pokoju w dormitorium. Zaszył się na łóżku i skulił, obejmując rękoma kolana. Każdy pomyślałby sobie, że przecież nie było tak źle, przecież tylko parę razy nim targnął...Jednak dla młodego ślizgona nie było to takie sobie szarpnięcie...Ten moment, kiedy złapał go za tył włosów przypomniał mu o podłym wspomnieniu, którego właśnie teraz próbował się wyzbyć. Jednak zamykając się sam na sam ze sobą było to bardzo trudne...

Ciepło. Był to początek wakacji. Młody chłopak cieszył się, że przynajmniej na te dwa miesiące będzie z dala od swoich wrogów. Wszyscy wsiedli do pociągu i zajęli miejsca. Akurat trafił do przedziału z młodszymi od siebie ślizgonami, więc tylko oparł się o ścianę i przymknął oczy. Nie trzeba było dużo czasu by Severusa zmrużył sen. Spał sobie spokojnie do czasu, kiedy nie wybudziło go szturchnięcie zatrzymującego się pociągu. Uchylił zaspane powieki, a gdy zobaczył wychodzących z przedziału uczniów sam wstał i wyszedł na peron. Nie czekał tam na niego nikt, był do tego przyzwyczajony. Zabrał tylko bagaże i ruszył w stronę domu na Spinner's End. Spacer w słońcu z delikatnym wiatrem był dość przyjemny. Chłopak nawet nie zauważył jak stał już przy swoim siedlisku. Wolał nie pukać, więc rozglądnął się i użył czarów do otworzenia starych drzwi. Przeszedł z bagażem przez próg i rozglądnął się. Jak się spodziewał - ojciec spał na kanapie, czuć było od niego alkohol już przy wejściu. Ślizgon westchnął pod nosem i poszedł do pokoju zanieść swoje rzeczy. Wyszedł na chwilę do kuchni, chcąc przywitać się z matką, jednak jej nie było. Zmartwił się trochę, ponieważ obiecała czekać w domu. Opuścił szybko budynek i usiadł na trawie, rozglądając się. Po dłuższej chwili czekania usłyszał głośny huk, a po chwili krzyk, zawierający jego imię. Wstał więc i niechętnie, ale wszedł ponownie do środka. Na podłodze leżał jego ojciec, upity ledwo mógł wstać.
-Sevek, pomóż. - wymruczał pod swoim haczykowatym nosem. Nie tylko przez alkohol nie potrafił wstać. Był strasznie drobny i chudy, oczywiście przez alkoholizm, nie potrafił wstać teraz o własnych siłach.
Chłopak westchnął niesłyszalnie i podszedł do niego. Ciągle był jeszcze w szkolnej szacie, więc na twarzy Pana Snape'a tworzył się grymas. W końcu podniósł się z pomocą syna.
-I co? Zdałeś do następnej klasy, hę?
Młody tylko pokręcił głową przecząco.
-Kłamiesz, tak?! - warknął, podnosząc ton. Chłopak dobrze wiedział, że cokolwiek by odpowiedział dostałby agresywną odpowiedź, jednak zachowywał spokój.
-Gdzie jest matka? - mruknął cicho, zmieniając zupełnie temat.
-Co cię to interesuje, młody? I ściągaj te obrzydliwe ciuchy!
-Gdzie ona jest? - ponowił pytanie - Muszę wiedzieć.
Jednak on już nie odpowiedział tylko wstał i zdzielił chłopaka po głowie.
-Zmykaj stąd! Nie chce cię widzieć. - warknął.
-Nie. Pójdę jeśli dowiem się... nie będę ci już przeszkadzał.
-Dlaczego ja mam takiego pieprzonego syna?! - podniósł ton i uderzył go po raz drugi, po czym szarpnął za szatę, trzymając go ciągle.
Z gardła Severusa wydobył się stłumiony jęk, zadrżał gwałtownie ściskając powieki. Gotowy by dostać po raz kolejny. Jednak tego się nie doczekał. Mężczyzna spokojnie usiadł na kanapie i jakby nigdy nic kopnął go w sam krok. Pod chłopakiem zgięły się nogi przez co uklęknął, łapiąc się w tamte miejsce.
-Co tak się zwijasz? W ogóle ty coś tam masz? - zakpił sobie z niego i chwycił nastolatka za włosy, szarpiąc nim dość mocno i niemal zmuszając by na niego spojrzał. - Słuchaj, mógłbym cię zabić, bo takiego syna to nikt by nie chciał. Mogę też cię wywalić na ulicę albo oddać. Ale po co? - zaśmiał się głośno. Severus jęknął cicho i znów ścisnął powieki. Okropnie chciało mu się płakać. To już nie były takie same głupawe żarty jak u Pottera czy Blacka. Poczuł ponowne szarpnięcie, jednak jego głowa już znajdowała się nieco niżej, przy kroczu Pana Snape'a.
-Pobawimy się, syneczku? - drugą dłonią sięgnął do swojego rozporka. Na dźwięk metalowych części pasa Severus zareagował gwałtownie. Rozchylił maksymalnie powieki i szarpnął się gwałtownie, co go zabolało mocno. Jednak to nawet nic nie dało, gdyż jego ojciec pociągnął za jego włosy mocniej, a po chwili już wyciągnął ze spodni swój sprzęt.
-Zostaw mnie... - wysyczał jadowitym tonem, spojrzał mu w oczy swoimi smolistymi ślepiami, które były pełne łez. Jednak nie płakał.  - Jesteś chory!
-Cichutko... już zaraz się nim zajmiesz. Obejmij go dłońmi.
Chłopak jednak nawet nie drgnął, jedynie zmarszczył brwi. Bał się okropnie, serce mu waliło jak nienormalne. Jednak był teraz bezsilny...jak zawsze. Nie mógł nic zrobić. Czuł się upokorzony bardziej niż zazwyczaj.
-Nie słucha się synek? - kopnął go z całej siły w żebra, chłopak jęknął głucho, nawet nie otwierając ust.
Ślizgon warknął pod nosem i chwycił dłońmi jego rękę, drapiąc w nią i ciągle szarpiąc głową. Nie mógł ot tak sobie na to pozwolić, mimo wszystkich okrucieństw dalej ślepo wierzył, że kiedyś będzie dobrze. Jednak i to mu nie pomogło. Dostał za to trzy razy ciężkim butem w krocze. Tego nie mógł znieść i w końcu krzyknął głośno, wyzywając swojego ojca. Chociaż nie był to zbyt rozsądny pomysł...Ale kto by w takim momencie myślał o tym? Stary Snape wsunął swoją męskość do ust młodego chłopaka.
Severus pisnął głośno, nieco stłumiony. Zamarł wtedy i tylko cicho pojękiwał ze strachu. Oddychał słyszalnie. Opuścił dłonie załamany. Nawet nie drgnął. Usłyszał tylko głośno, tryumfalny śmiech.
-No ruszaj się! Nadaj się chociaż do czegoś, młody! - kopnął go w bok, a wtedy już pierwsze łzy przyozdobiły policzek nastolatka. - No dobra, sam tego chciałeś. - zaśmiał się upicie i powtórzył serię kopnięć w krok.
-To jak, będziesz grzeczny? No wypieść, poliż~
Czarnooki wiedział, że już nie ma wyboru. Był tym obrzydzony, właściwie zbierało mu się na wymioty. Jednak nie mógł teraz tego zrobić. Łzy zaczęły się lać z jego oczu potokiem, a on niepewnie ruszył językiem po twardym członku. Nie miał już na co liczyć, zaczął go pieścić już nieco szybciej. Chciał, żeby to już minęło, skończyło się. A przecież ledwo ten koszmar się zaczął...
Tobiasz sapnął dość głośno i odchylił swoje ciało w tył, tym samym się relaksując. Jednak dłoń ciągle trzymał na głowie chłopca, wplątaną w jego długie, kruczoczarne włosy.
Z gardła młodego zaczęły się wydobywać jęki żalu i poczucia beznadziejności. Starał się, żeby jak najszybciej doszedł więc poruszał delikatnie ustami w górę i w dół, a językiem jeździł wzdłuż jego męskości. Był cały na twarzy załzawiony i czerwony od płaczu i wstydu. Po chwili poczuł, jak jego ojciec kieruje nim ruchy, dość gwałtownie, przez co ledwo mógł złapać oddech, który stał się nieregularny.
Szybciej, szybciej... tylko myślał, poruszając coraz szybciej językiem. Zaczął ssać, chociaż miał teraz ochotę po prostu umrzeć. Ledwo już potrafił to robić, zaczął szlochać i płakać dość rzewnie, mając dość wszystkiego. Zrobił się słaby i bezradny, pragnął zemdleć. Nigdy się nie obudzić. Jego głowę zakrzątały okropne, czarne myśli. Już nawet nie lizał, patrzył tępo przed siebie, płacząc głośno. Jednak widocznie nie przeszkadzało to mężczyźnie, gdyż sam sobie regulował ruchy chłopca w dość gwałtowny sposób. Severus się prawie tym dusił. W końcu poczuł to. Poczuł, jak nasienie wpływa mu do gardła, przez co zaczął się od razu dusić. Automatycznie szarpnął się mocno, co skutkowało wielkim bólem wyrywanych włosów. Padł na kolana, opierając się dłońmi na podłodze i zaczął kaszleć. Po chwili gdy mógł już złapać oddech padł, zakrywając twarz. A po pomieszczeniu rozległ się cichy, pełen żałości płacz.
Tobiasz westchnął radośnie i wstał, podchodząc do swojego syna. On zadrżał od razu, kuląc się jeszcze bardziej.
-Zostaw mnie... - syknął złowrogo.
-To dopiero początek.
Po tych słowach chłopak kompletnie się załamał. Jednak ogarnęła go złość, sięgnął szybko do kieszeni w szacie i już miał wyciągnąć różdżkę, ale zatrzymał go ojciec, chwycił jego nadgarstek i wygiął mu rękę w tył. Rozległ się krzyk, a po chwili różdżka Severusa była złamana na pół. W głowie nastolatka nie było już ratunku. Spuścił głowę i padł całkiem na ziemię, ponieważ nie mógł się utrzymać na tej ręce. Poddał się już całkowicie, a ojciec zaczął się do niego dobierać... Zdarł z niego wszystkie cichy i rzucił nim o podłogę. Padł na twarz i jęknął cicho. Poczuł tylko chude dłonie na biodrach które podniosły jego tyły. Ścisnął mocno pięści. Czując na swoich pośladkach jego członka zaklął w myślach i syknął słyszalnie.Po chwili poczuł jak twarda męskość się w nim zatapia. Jednak tego nie wytrzymał, zadarł się głośno i wyszarpał mu się całkiem. Jednak nie było to dobre posunięcie, tylko wkurzyło mężczyznę który znów chwycił go za kłaki, przybliżając do siebie i wchodząc w niego brutalnie i boleśnie. Rozległ się jeszcze głośniejszy krzyk, jednak po chwili do domu wbiegła kobieta ze smukłą sylwetką i smukłą twarzą.
-Tobiasz! - pisnęła przerażona, mimo wszystko wyciągnęła swoją różdżkę i pośpiesznie odepchnęła swojego męża od syna. - Powaliło cię?!
Severus chciał najwyraźniej wstać, ale nie potrafił. Przyczołgał się tylko do kąta ze swoimi ubraniami, niezdarnie ubierając.
-Eileen! Miałaś tutaj nie czarować! Głupia, pierdolona wiedźma! - wstał pośpiesznie i skierował się do kobiety.
-Przesadzasz już! Skończ z tym chlaniem! - kobieta nie wytrzymała i się rozpłakała.
Nastolatek wiedział, że już nic nie zrobi. Gdy się ubrał poczołgał się szybko do swojego pokoju, żeby nie słuchać ich kłótni. Chociaż chciał bronić matki, której na pewno się nieźle oberwie. Ale nie mógł nic zrobić. Wchodząc do swojego pokoju znów poczuł łzy w oczach. Padł na łóżko. Ten dzień był najgorszym dniem w jego życiu. Zatęsknił już nawet za Blackiem i Potterem. Zasnął w nadziei, że się nie zbudzi...


Chciał myśleć, żeby to było tylko wspomnienie, nic nie znaczące. Chociaż nie umiał o nim zapomnieć. Szczególnie gdy ten dotyk boli przez całe życie. Nienawidzi jak ktoś choćby dotyka jego tył głowy. Westchnął głośno i spojrzał za okno. Na szczęście był wrzesień. Długo się nie zobaczy z ojcem.




--------------------------------

Wiem, że ten rozdział był bardzo kontrowersyjny. Bardziej niż pozostałe. Dlatego pragnę was uświadomić, że nie popieram pedofilii, nienawidzę jej. Jednak to tylko fanfick, nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.
A i możecie być pewni, że taki wątek już się nie pokażę, więc nie bójcie się czytać dalej.


11 komentarzy:

  1. Ej tam , jak dla mnie może być, szkoda tylko że to pedofilstwo ;3
    Każdy rozdział będzie o seksie ? : )
    Błędny rycerz <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy, chyba w następnych aż tak dużo nie będzie seksu, będzie więcej akcji :D

      Usuń
    2. Nie twierdzę że seks może się znudzić ;3
      Błędny Rycerz <3

      Usuń
  2. Syriusz, Twojego bloga zawsze się boję czytać dalej xDD

    skad Ty bietzrsz pomysły na te wszystkie... związki? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że mimo strachu podoba się Tobie? XD
      Skąd? Eeee... dobre pytanie... po prostu mam jakoś pomysł i lecę~

      Usuń
  3. świetny rozdział. cholernie żal mi było Severusa, a i James nie okazał się takim skurwielem, za jakiego go miałam przez cały czas.
    jedyne czego mi zabrakło to bardziej gwałtownej reakcji matki, ale to rzecz naprawdę mało istotna :D
    jesteś zajebisty ;)

    // hermiones-diary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się jeszcze okażę jaki James jest, tylko nie chciałem już przedłużać rozdziału :>

      Usuń
  4. Noo, noo ten rozdział był kontrowersyjny, ale dobry. ;P
    Dawaj szybko 4 bo nie mogę się już doczekać dalszego przebiegu akcji. ;3
    Rilellex3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju, to jest świetne! *__* Mimo, że uwielbiam Sevcia i z bólem serca czytalam ten rozdział to i tak bardzo mi się podoba. Czekam na kolejne ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny Sevek ;___; Tak mi go żal..płakać po nocach będę ;w; (nie traktuj tego dosłownie..chociaż czort wie)
    Ale ogólnie to rozdzialik świetny jak i reszta, a to, że Remus broni Sevka jest kochane i słodkie :3

    OdpowiedzUsuń
  7. naaaaapisz 4 rozdział! BŁAGAM!

    OdpowiedzUsuń